Nie jestem fanem paradokumentów, ale pierwszy odcinek "Dnia, który zmienił moje życie", który to obejrzałem w IPLI, pozytywnie mnie zaskoczył. Nawet dało się to obejrzeć. Trochę to momentami przypomniało zwykły serial. Dobrze, że w tym formacie nie ma tej konwencji polegającej na tym, że bohaterowie udają, że towarzyszy im ekipa zdjęciowa, a ta czeka np. pod drzwiami sądu i zaraz ludzie wypowiadają się do kamery, słychać nawet głos zza kamery. Tutaj tego nie ma. Sposób filmowania przypomina czasem zwykły serial. Dla bohaterów kamera nie istnieje, czyli tak jak w każdym normalnym serialu.
Oczywiście, są te wypowiedzi, nazwijmy je "setkami", ale na tle białej ściany i co ważne tam bohaterowie wypowiadają się po fakcie - czyli tak jakby te wypowiedzi kręcono już po danej historii.
Plus, że mamy innego lektora - Pawła Orleańskiego. Nie ma śmietnika na ekranie - nie ma logo w rogu, nie ma belek. Tak jak wspominałem - idzie to bardziej w stronę amatorskiego, ale jednak serialu fabularnego.